• Wpisów: 139
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 14 922 / 1999 dni
 
wiewiorka.susel
 
Około czwartej trzydzieści opuszczaliśmy miasto. Słońce jeszcze nie wstawało, zazdrościłam mu, że może się wylegiwać, zostawiając całą robotę księżycowi. Spojrzałam na uśpione miasto, które zostawiałam za sobą. W trójkę szliśmy ziemistą drogą, otaczały nas trawy i drzewa. Za kilka chwil mieliśmy wejść do lasu, a ja nadal bałam się robić kolejne kroki. Ruby trzymała mnie pod ręką, tak jak zawsze to robiła, gdy było nam zimno, ale czułam, że ją też napadł lęk. Tylko brunet zdawał się nie wzruszony, nie odzywał się przez całą przebytą drogę. Nie miałam odwagi nawet spojrzeć mu prosto w twarz, choć nam pomógł.
-Musimy gdzieś odpocząć, znaleźć jakieś miejsce w lesie- mój głos przerwał ciszę pośród drzew.
-Masz rację- przytaknął Christopher.- Chodźcie za mną, wiem, gdzie możemy odpocząć.
Nie sądziłam, że chłopak będzie mógł aż tak nam pomóc. Uśmiechnęłam się do siebie. Szłyśmy za nim przez gęste trawy, omijając krzaki pokrzyw i jagód. Kilka minut później byliśmy na polance, małej, ale bezpiecznej. Położyłam plecak na ziemi, a Ruby wyciągnęła ze swojej torby koc.
-Zabrałaś ze sobą koc?- zapytałam głupio. Nie pomyślałam o śnie, kiedy uciekałam, jednak Ruby była na wszystko gotowa.
-Pomyślałam, że się przyda- odpowiedziała.
-I miałaś rację- powiedział chłopak, uśmiechając się do przyjaciółki. Zauważyłam u niego błysk w oczach, ale nie chciałam nic mówić Ruby, w końcu była po uszy zakochana w Nicku.
Rozłożyła koc, a Christopher poszedł po drewno na ognisko. Zostawiłam mu zapałki i położyłam się obok przyjaciółki. Patrzyłyśmy w gwiazdy, które świeciły jeszcze chwilkę swoim niesamowitym światłem. Księżyc zniknął gdzieś za drzewami, choć tak naprawdę wolałam wpatrywać się w niego, reszta wywoływała za bolesne wspomnienia.
-Są piękne, prawda?- odezwała się przyjaciółka.- Podobno jak ludzie spojrzą w tej samej na gwiazdy, to są sobie przeznaczeni.
-Myślisz, że zostaniesz moim chłopakiem?- zapytałam, śmiejąc się cicho.
-Ale ty jesteś głupia!- mruknęła.- Powiedziałam to Nickowi, kiedy pisaliśmy na czacie.
-I uwierzył?
-Nie mam pojęcia.
-Wczoraj, zanim poszłam spać i miałam ten przedziwny sen, napisał do mnie Joseph. Był inny niż w szkole, nie zachowywał się jak gwiazdor, albo debil zadufany w sobie. On pokazał mi swoje uczucia, powiedział, że kocha gwiazdy i uwielbia w nie patrzeć. Na pożegnanie napisał, że chce, żeby nam się przyśniły gwiazdy, bo są naprawdę piękne.
-Myślisz, że jego nowa dziewczyna też jest taka uczuciowa jak on?- mówiła Ruby.- Chloe powiedziała, że niezła z niej imprezowiczka, ciekawe czy też żywi do czegoś sentyment.
-On jest taki sam, ale potrafi się otworzyć, mówić z uczuciami, okazywać je- szeptałam.- Nawet ja nie wiem, czy jestem w stanie zapanować nad własnym płaczem i lękiem, a on tak po prostu mówił o swoim strachu.
-Nie mów tak, niektórzy poznają siebie całe życie
-Mi go zabraknie, aby się poznać do końca- mruknęłam wprost do gwiazd. Zakryłam ręką twarz, by nie patrzeć na jaśniejące niebo, chciałam mieć w pamięci te nocne, ciemne.
-Przestań, wiesz, że tak nie będzie- powiedziała do mnie.- Masz mnie, ja ci pomogę, a ty pomożesz mi, jak na kartkówkach i sprawdzianach w szkole.
-Nie przypominaj mi o szkole, mam wyrzuty sumienia po zwianiu i roztrzaskaniu lustra.
Usłyszałam szelest liści, spojrzałam w ciemność, by sprawdzić, kto taki chce nas napaść. Na szczęście lub nieszczęście był to tylko Christopher z drewnem na rękach. Zbliżał się powoli, ociężale, ale sprężyście, tak by jego niskie spodnie nie spadły mu aż do kolan. Nie dziwiłam mu się, że chciało mu się spać, przebyliśmy tak wiele i prawie cały czas biegnąc, więc każdy z nas był zmęczony. Podniosłam się na łokciu.
-Jak wrócę i nie wsadzą mnie do poprawczaka, to kupię ci pasek do spodni- powiedziałam mu. Nie było to nieuprzejme, chłopak nawet się uśmiechnął, a ja padłam na koc i zasnęłam.

Kręciłam się jeszcze długo po wzejściu słońca. Dzień był gorący, a lekka mgła opadła już dawno temu. Przetarłam oczy i rozejrzałam się. Ruby i Christopher zniknęli, zostawiając zapalone ognisko. Podniosłam się, wygrzebując z plecaka kosmetyczkę. Poprawiłam lekko makijaż i poczesałam włosy, które na szczęście były wczoraj umyte. Westchnęłam powoli, mając nadzieję, że wszystko zaraz zniknie i znów będę w swoim pokoju. Odliczyłam do trzech, ale nic się takiego nie stało. Znów patrzyłam na swoje odbicie w podręcznym lusterku.
-Już wstałaś!- krzyknęła do mnie Ruby, wyłaniając się z krzaków. Zmarszczyłam brwi, kiedy zaraz za nią wyszedł Christopher, niosąc zużytą butelkę z wodą.
-Znaleźliśmy strumień, pomyśleliśmy, że chcesz się odświeżyć- odezwał się chłopak. Cały czas tylko "my", pomyślałam urażona. Czułam się zazdrosna, że mojej przyjaciółce tak szybko udało się znaleźć "bliskiego kolegę". Patrzyła na niego z tym samy błyskiem w oku, jak on wczoraj na nią. Nie wiem, co takiego przespałam, ale nie miałam zamiaru o tym myśleć. Chciałam zapomnieć, wciąż czułam w brzuchu strach. Pragnęłam płakać, zamknięta w pokoju, w którym nikt mnie nie usłyszy.
Odepchnęłam od siebie narastające potrzeby i uśmiechnęłam się nieszczerze.
-Musimy ruszać dalej- stanęła przede mną Ruby.
-Pewnie, tylko się "odświeżę"- ostatnie słowo specjalnie zaakcentowałam, ale przyjaciółka tylko spojrzała na mnie kpiąco. Dziś nie był mój najlepszy dzień.
Gdy wróciłam z pustą butelką z lasu, Ruby już siedziała na plecaku razem z Christopherem. Rozmawiali o czymś cicho, lecz nie miałam ochoty tego słuchać. Po wczorajszym wieczorze odechciało mi się żyć. Całe zajście z Alice to jedna wielka pomyłka, nie mówiąc już o rozmowie z Josephem i wiadomości, że znalazł sobie dziewczynę. Tylko ja zostałam sama. Czułam się jak piąte koło u wozu, a raczej trzecie, zważając na naszą małą grupkę wycieczkową.
-Możemy iść, pewnie już szukają w całym miaście- mruknęłam.- Potem nad lasą poślą helikoptery, by przeszukały teren.
-Tylko gdzie teraz?
Odszukałam zeszyt i jeszcze raz przeczytałam kawałek piosenki.
-Dwa stłuczone lusterka, dwie zagubione części,
Dwie rozsypane dusze, dwie zagięte pięści- wypowiedziała, ledwo powstrzymując się od śpiewu.
-Dwa, dwa, dwa- myślała na głos Ruby.- Co znaczą zagięte pięści?
-Może ktoś się wkurzył i chce nas pobić?
-Nie sądzę- przerwał mi Christopher.- Chodzi o skały, tak nazywają się kamienie w jednym z parków w górach.
-Chyba żartujesz! Mamy iść tak daleko?- o mało co nie krzyknęłam.
-Znam krótszą drogę, ale jest niebezpieczna, mogę was poprowadzić.
Nie wyraziłyśmy sprzeciwu, potrzebowałyśmy przewodnika, ale czy mogłam ufać Christopherowi?  

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków