• Wpisów: 139
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 14 587 / 1911 dni
 
wiewiorka.susel
 
Patrzyłam na oddalający się za moimi plecami domek Adele. Jeszcze przez chwilę machała nam na pożegnanie, jednak kiedy przekroczyłyśmy bramę, uciekła do domu. Nie dziwiłam się jej, jesienne poranki są mroźne, ale za to bardzo słoneczne. Zima się spóźnia, co bardzo mnie cieszyło, bo kocham patrzeć na kolorowe liście, opadające swobodnie na ziemię. Gdy obejrzałam się przez ramię i spojrzałam w okno, mignęła mi twarz Christophera. Choć nie widziałam dokładnie, jaką ma minę, czułam, że jest poirytowany i smutny. Nie było mi go szkoda, nie przepadałam za nim, ale Ruby widocznie coś do niego czuła. Próbowała to ukryć, ale jej oczy były smutne, jak wtedy, kiedy mówiła o Nicku.
-Jeszcze kiedyś go spotkasz- powiedziałam szeptem, lecz nie byłam pewna, czy dziewczyna usłyszała, bo przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywała się w niebo.
-Kogo?
Ruby nigdy nie zdradza swoich uczuć do chłopaków, dlatego sama musiałam ją przycisnąć.
-Christophera- warknęłam, jednak był to przyjacielski odruch.
-Czy w ogóle wrócimy?- pytanie zawisło w powietrzu. Bałam się odpowiedzi, jak i samego pytania, ale przełknęłam wielką gulę i wydukałam kilka słów.
-Damy radę- ledwo mówiłam.- Damy radę, przecież wiesz o tym.
-Już tyle osób przed nami nie dało, co z nimi się stało?- pytała.- Co jest na końcu tej gry, że nikt nie potrafi jej przejść?
-Nie porównuj życia do gry, to całkiem co innego- westchnęłam, bo sama nie umiałam tego pojąć, ledwo oddzielałam jedno od drugiego.
-Co z Josephem?
Jego imię obiło się echem w mojej głowie. Joseph, o tak pamiętam, niestety moja pamięć jest ogromnym ciężarem.
-Nie wiem, ma dziewczynę, więc nie będę się wtrącała w jego życie- mruknęłam.- Sama boję się wrócić i spojrzeć na niego. Zacznę go unikać, jak zawsze z resztą.
-Taa, wtedy jesteś taka śmieszna!- odpowiedziała, a na jej twarzy pokazał się uśmiech.
-Nie prawda!
-Co zrobimy jak znajdziemy te lustra?
-Wrócimy do szkoły i będziemy się dalej uczyć- powiedziałam, choć nie miałam pewności co do tego.
Popatrzyła na mnie, znów parskając śmiechem.
-Jasne, już to widzę, jak po tylu przygodach będziesz się uczyć historii i uciekać przez Josephem.
-Mam dość życia na ten dzień- mówiłam, skupiając wzrok na kolorowym niebie.- A jeszcze dobrze się nie zaczął.
-Będzie wyjątkowy, od teraz wszystko będzie takie...- głos przyjaciółki oddalał się z kolejnym jej słowem. Czułam się jak w ogromnej bańce mydlanej. Wiedziałam co to znaczy, i że powinnam się wyluzować, w końcu ostatnie wizje mnie nie zabiły, ale w głowie zapaliła mi się lampka "uciekaj". Jakbym jeszcze nie straciła równowagi i obraz przed oczami nie był czarny, może zdołałabym rzucić się pędem przed siebie. Przełknęłam ślinę i wyczułam pod rękami trawę, zamknęłam oczy, by wizja skończyła się jak najszybciej.
Zrobiłam oddech, w którym wyczułam zgniliznę. Nie chciałam podnosić powiek, ale nie miałam wyjścia. Nie dowiedziałabym się za wiele, gdybym po prostu leżała. Podniosłam się z zimnej podłogi na łokciach i przetarłam oczy. Czułam jak z każdym ruchem głowy, moje serce coraz szybciej bije. Wstałam powoli, próbowałam nie upaść, choć świat jeszcze się kręcił. Zatkałam nos i znów rozejrzałam się, gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Pokój był nieduży, czarne kontury ścian zlewały się ze sobą. Usłyszałam cichy dźwięk, jakby początek piosenki, nad którą zastanawiałam się od początku mojej wędrówki. Krok, następny i kolejny. Wystawiłam rękę, która od razu wtopiła się w czarną farbę ściany. Przy niej piosenka była coraz głośniejsza, ale żeby usłyszeć tekst, musiałam przejść przez nią całą. Wdech i zapach zgnilizny nie dodały mi otuchy, więc policzyłam do trzech i przeszłam przez ścianę.
Światło oślepiło moje oczy, od razu zasłoniłam je rękami. Poczułam jak strach rozchodzi się po moim ciele, niczym trucizna. Byłam w śnieżnym pokoju, w którym znajdowały się dwa okna. Przede mną stał lśniący, biały fortepian, a człowiek, który na nim siedział, śpiewał niezrozumiałe dla mnie słowa. Chciałam zbliżyć się do niego, jednak smród wydawał się coraz gęstszy i ohydniejszy. Podeszłam do okna, by je otworzyć, ale nie znalazłam klamki. Za szybą padał deszcz. Przypatrzyłam się mu bliżej, jednak to nie były krople wody.
-To szkło- odezwał się mężczyzna, grający nadal na fortepianie.
Odwróciłam się natychmiastowo, jednak jego wzrok był nadal skupiony na nutach. Podeszłam bliżej, próbując nie zwymiotować od zgnilizny, która przedostaje się do moich nozdrzy.
-Twoje palce- mówiłam z przerażeniem.- One gniją.
Mężczyzna przestał grać. Jeśli jego ręce wyglądały jak zielone paluszki, których nie mogłam porównać do dłoni ludzi, to nie chciałam widzieć jego twarzy.
-Spostrzegawcza z ciebie dziewczyna- jego głos przeszył moją głowę.  
-Jaka jest dalsza część przepowiedni?- moje słowa były kruche i ciche, jak u małego dziecka, kryjącego się przed nocnym potworem.
-Posłuchaj.
Zaczął grać, a jego dłonie ruszały się z wdziękiem, jakby nie miały stu lat. Zamknęłam oczy i poczułam jak ogarnia mnie piękna piosenka. Nie zwracałam uwagi na wstrętny zapach i pisk w uszach. Gdy otworzyłam oczy zaczęłam recytować przepowiednie, choćbym znała ją na pamięć.
*Dwa stłuczone lusterka, dwie zagubione części,
Dwie rozsypane dusze, dwie zagięte pięści,
Dwie osoby na świecie, jedna śmierć poniesie,
Dwie smutne twarze, druga zniknie w bezkresie... *
W uszach mi dudniło, kiedy Ruby schylała się nade mną, patrząc mi prosto w oczy i wypytując co się stało.
-Co to znaczy?- dotarło do mnie, wypowiadane już kilka razy zdanie.- Ktoś zginie, prawda?
-To nie musi się stać, możemy odpuścić- powiedziałam.
-Nie, już w tym jesteśmy, teraz wstawaj, bo słońce już na niebie, poszukiwania nadal trwają- mówiła.- Jeśli nie będziemy się ukrywać, złapią nas.
-Do lasu?- zapytałam, jednak mój głos był zachrypnięty. Ruby uśmiechnęła się zadziornie.
-Z tobą do lasu?- zaśmiała się.- Jeśli to ostatnie chwile mojego życia, wolałabym seksownego chłopaka z niesamowitą klatą, który nosiłby mnie na rękach.
-Tu się walnij- pokazałam na czoło.
-Sama byś chciała!
-Czemu Josepha nie ma wtedy, gdy go potrzebuję?- parsknęłam śmiechem i zamknęłam oczy, czując w płucach zapach zgnilizny.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego