• Wpisów: 139
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 14 922 / 1999 dni
 
wiewiorka.susel
 
Złapałam Leę za przegub i wciągnęłam to lasu. Drzewa zakryły całą powierzchnie nieba, przez co wnętrze wydało się ciemne i straszne. Zamknęłam oczy i zachłysnęłam się leśnym powietrzem. Szłyśmy dalej, powoli, przekraczając ostrożnie każdy krzak i pień przewróconego drzewa. Ziemia pod naszymi stopami była mokra, a buty zostawiały widoczne ślady. Co chwilę próbowałyśmy się ich pozbyć, ale w końcu uznałyśmy, że to nie ma sensu. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, a nasze nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Kiedy znalazłyśmy suchą trawę, rozłożyłyśmy rzeczy i wyciągnęłyśmy kanapki i napoje od Adele. W moim przypadku był to zwykły sok, jednak Lea wgapiała się w swoją butelkę po wodzie.
-Coś nie tak?- zapytałam.- Christopher napluł ci tam, że patrzysz na to jak zaczarowana?
Uniosła brwi i oderwała wzrok od napoju.
-To melisa- powiedziała.
-Co w niej jest takiego szczególnego?
Jej mina coraz bardziej mnie niepokoiła, jednak tylko wzruszyła ramionami. Nie odkręciła nawet zakrętki, by upić łyk. Wrzuciła z powrotem butelkę do torby i zamknęła ją dokładnie.
-Nie jadłabym jej kanapek, ani nie piła jej herbaty i soku- mówiła.
-Czemu?- zapytałam i od razu wyrzuciłam z rąk kanapkę, którą nadgryzłam z jednej strony.
-Wszyscy, którzy szukali lustra, spędzali u niej noc...- powiedziała i przełknęła głośno ślinę.- Potem dostawali prowiant na drogę. Ona nas truła, Ruby.
-Ale w nocy nic nam nie było, po śniadaniu też nie- zerknęłam na swoją kanapkę, którą oblazły mrówki.
-Może wczoraj nie chciała, żebyśmy się dowiedziały i dopiero rano dała nam zatrute jedzenie?- spytała, choć nie czekała na moją odpowiedź.- Piłam melisę przed wyjściem, a po kilku metrach miałam odlot- przerwała.- Coś tu nie gra.
-Masz rację- mruknęłam, a mój żołądek wydał z siebie odgłos sprzeciwu.
Oparłam głowę o pień drzewa, moje myśli powędrowały daleko, za daleko. Znów przed oczami miałam Nicka. Chciałam z nim porozmawiać, ale nawet nie wiedziałam o czym. Co bym mu napisała?
Zacisnęłam powieki, by Lea nie widziała moich łez, żeby nikt ich w widział, choć chciałam dać upust emocją, których miałam nad wyrost. Zaczęłam się śmiać, chichotać najciszej jak umiałam. Moją reakcją na ból i smutek jest śmiech, który cały czas mi tworzysz.
-Z czego ci tak wesoło?- zapytałam.
-Przypomniałam sobie, jak kiedyś grzebałaś w koszu na środku centrum handlowego- odpowiedziałam mechaniczne i podniosłam powieki. Kłamałam, bo nie mogłam nikomu powiedzieć w prost, że czuję się zraniona, bezbronna i słaba.
-Nie gadaj, to było okropne!- zaśmiała się Lea.- To nie może wyjść na jaw!
Pokiwałam głową i wstałam, ciągnąc za sobą przyjaciółkę.
-Czas iść!- zawołałam do niej, jakby była głucha. Kiedy Lea przepakowywała swoje rzeczy i jedzenie Adele do mojego plecaka, oglądałam okolicę. Ciemność ogarniała po kolei każdą część lasu, wieczór zbliżał się wielkimi krokami. W oddali usłyszałam pękającą gałąź. Rozejrzałam się, a przyjaciółka podniosła głowę. Nasłuchiwałyśmy. Chwilę później zza drzew wyłoniła się grupka chłopaków, z  dwiema dziewczynami u boku. Wszyscy mieli na sobie czarne ubrania, wyglądali jak emo, zarazem niebezpiecznie i pięknie.
-Co w takim strasznym lesie robią dwie dziewczynki?- zapytał jeden z chłopaków. Miał czarne włosy, a w dolnej wardze błyszczał  kolczyk. Płaszcz sięgał mu do kolan, tam, gdzie kończyły się jego czarne, wojskowe buty. Był przywódcą bandy emo nastolatków.
-Przechodziłyśmy- warknęła Lea. Jak na tak dziwną sytuację, była dużo odważniejsza ode mnie, choć to ja zawsze odzywałam się w sklepie za nią.
-Przez ten las się nie przechodzi- mruknął, spoglądając jej prosto w oczy.- W lesie ludzie się gubią, a potem nigdy nie wychodzą.
-Skąd to wiesz?- wymsknęło mi się. Jego wzrok powędrował prosto na mnie.
-Znam go jak własną kieszeń- powiedział spokojnie, choć jego czoło było zmarszczone.- My wszyscy znamy go bardzo dobrze.
Banda emo uśmiechnęła się znacząco i nie czekali na znak od przywódcy. Rzucili się na nas i położyli na ziemi. Czułam ból, gdy zawiązywali mi brutalnie ręce i nogi. Dwóch ogromnych facetów niosło nas na plecach, aż dotarliśmy do chatki w środku lasu. Domek był bardzo dobrze utrzymany, za nim wił się strumyczek, z którego kilka dziewczyn nosiły wodę we wiadrach. Na jednej z gałęzi wisiała huśtawka, a przy niej, tuż obok domku, stała ławeczka. Okolica była mroczna, co jeszcze bardziej dodawało uroku pięknemu domkowi.
Mięśniaki położyli nas w chatce, na kanapach ze skóry. Całe wnętrze było drewniane i utrzymane w porządku, jak na grupę nastolatków. Szef grupy podszedł do nas i rozwiązał, kiedy reszta osób wyszła na zewnątrz.
-Co to ma wszystko znaczyć?- Lea zaczęła wrzeszczeć jak opętana.- Co wy do cholery robicie w lesie? Nie chodzicie do szkoły? Wiążecie napotkanych ludzi?
Patrzyłam na całą sytuację. Emo chłopak stał przed nami, opierając się o stolik z jadalni. Uśmiechał się nieznacznie, kiedy przyjaciółka zaczęła zadawać masę pytać i wściekle krzyczeć. Kiedy się dość uspokoiła, nastolatek zaczął mówić.
-Jestem Aaron- wypowiedział swoje imię, jakby pieścił każdą literę z osobna.- A wy to Lea i Ruby, prawda?
Przełknęłam ślinę i spojrzałam ukradkiem na przyjaciółkę, ale ona ślepo wpatrywała się w chłopaka.
-Skąd wiesz?- zapytałam. Aaron uśmiechnął się znów i takim samym wzrokiem co poprzednio popatrzył na mnie.
-Obserwowaliśmy was- mruknął.
-Co z nami zrobicie?- Lea znów podniosła głos i wstała z kanapy. Chłopak obserwował jej każdy krok i nie tylko.
-Zaopiekujemy się wami przez pewien czas, a potem was wypuścimy.
Wstałam, nadal nie spuszczając wzroku z emo chłopaka.
-Zaopiekujecie?- warknęła Lea, patrząc przez okno.- Co to ma znaczyć?
-Wiemy, że szukacie lustra. Nasi ludzie obserwowali was od momentu wkroczenia na terytorium Adele.
-Chciała nas otruć!- odezwałam się, a moje oczy zabłysnęły.
Chłopak uśmiechnął się, jak zawsze, gdy spoglądał na mnie.
-Jesteś spostrzegawcza.
-Lea to odkryła, ale po co nas związaliście.
-Musieliśmy sprawdzić, jak radzicie sobie z zagrożeniem- mruknął, bawiąc się rękami. Miał ubrane czarne rękawiczki z odciętymi palcami.- No i nie radzicie sobie, dlatego was nauczymy.
-Dlaczego to robicie?- zapytała Lea. Jej głos był teraz spokojny i cichy.- Co czeka nas dalej?
-Coś, z czym nie dałybyście sobie rady, ale nie możemy wam powiedzieć.
-Podobne słowa wypowiedziała Adele, też chciała nam pomóc- powiedziałam.
Usiadłam z powrotem na kanapę i odchyliłam głowę do tyłu. Zamknęłam oczy i zaczęłam recytować końcówkę piosenki - przepowiedni.
-Dwie osoby na świecie, jedna śmierć poniesie, dwie smutne twarze, druga zniknie w bezkresie- wyszeptałam.- Fatalne rymy.
-Powiedz to temu trupiakowi, który grał na fortepianie. Do teraz nie umiem pozbyć się stęchlizny z płuc.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego