• Wpisów: 139
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 14 587 / 1911 dni
 
wiewiorka.susel
 
Leżałam na łóżku, patrząc na drewniany sufit. Słońce świeciło mi prosto do oczu, więc zasłoniłam rękami twarz. Zamknęłam powoli powieki. Byłam senna, ale czułam pod skórą strach przed zaśnięciem. Obracałam się z boku na bok, jednak nie przyniosło to efektów.
Otwarłam powieki, znów byłam w czarnym pokoju. Poczułam stęchliznę, która w obrzydliwy sposób zatruwała mi płuca. Przełknęłam ślinę i próbowałam oddychać przez usta. Zacisnęłam pięści, choć wiedziałam, że tylko udawałam silną. Cała się trzęsłam ze strachu przed poznaniem następnej części układanki. Chciałam, aby to wszystko się już skończył, chciałam wrócić do domu, chciałam poczuć się jak normalna nastolatka, chciałam wtulić się w moją kołdrę i czytać książki, a nie sama czuć się jak ich bohaterka.
Przykucnęłam, byłam bezsilna. Objęłam ramionami kolana i spuściłam głowę. Spod moich zaciśniętych powiek wypłynęły łzy, słone i nieprzyjemnie ciepłe.
-Spokojnie- powiedziałam sobie. Wpadałam w paranoję.- Spokojnie, zaraz ten nienormalny sen się skończy.
Moje słowa nie były przekonujące. Nawet myśl o powrocie do rzeczywistości mnie nie pocieszyła, bo wiedziałam, że tam, jak i tu jestem zagubiona. Znów nabrałam powietrza do płuc, krztusząc się przy tym.
Usłyszałam kroki, nie miałam pojęci, z której strony dochodziły, nawet nie miało to dla mnie znaczenia. Buty skrzypiały, gdy facet przede mną stąpał po starych panelach. Podniosłam oczy, by dokładnie mu się przyjrzeć. Jego trzewiki były brązowe, eleganckie, jednak stare i skurzone, jakby nie pochodziły z tego wieku. Nogawki spodni były przykrótkie, a marynarka miała zaś za długie rękawy. Mężczyzna był starszy, jego twarz była pełna zmarszczek, a włosy miały więcej koloru siwego, niż naturalnego - czarnego.
Na twarzy widniał złośliwy uśmieszek. Czułam, że to spotkanie nie skończy się szczęśliwie.
-Chodź ze mną- usłyszałam jego głos, który przypominał trzaskające się szkło. Przełknęłam kolejną porcję śliny i wstałam z podłogi. Posłusznie szłam za tajemniczym mężczyzną. Przedostaliśmy się przez jedną z czarnych ścian. Nie miałam pojęcia, przez którą, bo wszystkie wyglądały tak samo.
Stanęłam w salonie z lat dziewięćdziesiątych. Duże, skórzane meble przytłaczały pokój, który i tak już był mały. Na kominku było mnóstwo figurek i niepotrzebnych ozdób, a ściany pomalowane były na jaskrawe kolory. Było jedno okno, przykryte tandetnymi, barwnymi zasłonkami .
-Usiądź- dobiegł mnie głos zza fotela. Podeszłam bliżej i usiadłam przed starszą kobietą. Miała za małą sukienki, w której widać jej było wszystkie niedoskonałości.
-Widzisz...- odezwała się znowu.- ...mało kto przeszedł tyle prób. Zazwyczaj dziewczynki tak słabe jak ty, czy ta druga...- ciągnęła.
-Ruby.
Kobieta spojrzała na mnie swoimi złośliwymi, ciemnymi oczami.
-Nie przerywaj mi!- warknęła. Nie wyglądała na niemiłą osobę, ale pozory mylą.- Tak, Ruby. Jesteście do niczego, ale nie mogę wyeliminować was z gry. Dostałyście przepowiednie, jakiej jeszcze nie słyszałam.
-Patrzysz jak cierpimy?- zapytałam, choć nie potrzebowałam odpowiedzi.
-Lubię dobrą zabawę, ale nie po to cię tutaj przyprowadziłam- powiedziała, a jej ton głosu złagodniał.- Mam pewną strawę, którą mogłabyś załatwić.
Uniosłam brwi. Strach mnie opuścił, a moje uczucia zamieniły się w złość. Znów zacisnęłam pięści, aż pobielały mi knykcie.
-Obserwujesz nasze nędzne życie, bawisz się nim, a ja mam ci jeszcze służyć?
-Nie- orzekła.
-Więc co? Czego ode mnie chcesz?!
Kobieta uśmiechnęła się, wygładziła swoją przykrótką sukienkę, odsłaniającą za dużo. Poprawiła włosy i nie zwracała uwagi na moje pytania i krzyki.
-Gdy znajdziesz lustro, przyniesiesz je do mnie, a ja zmienię przepowiednię.
-Słucham?
-Te dwa lustra nie są wam potrzebne, a mnie tak i to bardzo- mówiła.- Widzisz moją obwisłą skórę? Moje grube uda? Moje zmarszczki?- westchnęła.- Kiedyś byłam młoda i Kevin także.
-Kto?
Odwróciła głowę i spojrzała czułym wzrokiem na mężczyznę, który mnie tutaj przyprowadził.
-Byliśmy piękni i młodzi, a teraz nic nie możemy z tym zrobić... Ale ty możesz. Przynieś mi lustra, a ja oszczędzę twoją przyjaciółkę. To o niej była mowa w przepowiedni, ale nie chcemy, by zginęła.
-Druga zniknie w bezkresie- wyrecytowałam.- Mnie też oszczędzisz?
Skinęła głową. Poczułam, że wracam do rzeczywistego świata.
-Umowa stoi- mruknęłam.

-Nienawidzę życia- burknęłam pod nosem, kiedy obudziłam się cała w dreszczach. Koło mnie stał Aaron i czujnie mi się przyglądał. Uśmiechnął się, kiedy usłyszał moje pierwsze słowa.
-Jak się czujesz?- zapytał i usiadł na brzegu łóżka.
-Nie chce o tym mówić, mam dość tego wszystkiego- powiedziałam. Czułam na sobie jego wzrok, choć nie sprawdziłam, czy na mnie patrzy. Pewnie musiałam wyglądać fatalnie po całej akcji, ale nie chciałam nawet o tym myśleć. W głowie kołowały mi słowa kobiety: "To o niej była mowa w przepowiedni".
-Myślałem, że to Ruby ma dar.
Przełknęłam ślinę i pozbyłam się stęchlizny z płuc.
-Już druga osoba to mówi- mówiłam.- Czy ja naprawdę wyglądam tak normalnie, jakby nie było we mnie kompletnie nic fascynującego?
-Nie powiedziałem tego.
-A jednak chciałeś- warknęłam i podniosłam się z łóżka.- Mogłabym się starać być piękniejsza i mieć lepsze wnętrze, ale chyba nie o to chodzi, prawda?
-Jesteś o nią zazdrosna?- zapytał. Podniosłam moje brwi, a na mojej twarzy ukazał się uśmiech, pierwszy od kilku dobrych godzin.
-Nie- szepnęłam i poczułam straszliwy ból w sercu. Oparłam się o okiennice i chciałam płakać, ale nie umiałam. Zawsze różniłam się od innych ludzi, nigdy nie umiałam tak po prostu wylewać łez podczas oglądania filmu, czy czytania książek, nigdy nie umiałam poznać swoich własnych uczuć.
-Dlaczego twoi ludzie są ubrani jak emo?- Moje słowa brzmiały twardo, ale nie mogłam dać po sobie czegokolwiek poznać, żadnych uczuć, lęków i rozterek.
-Nie jesteśmy emo!- zaśmiał się, a to wywołało u mnie jeszcze większy ból.- Lubimy czarny, wtapiamy się w tło!
Choć nie widziałam co robi, słyszałam, że wstaje z łóżka i podchodzi do mnie. Odwróciłam się.
-Od jutra zaczynami trening- powiedział. Chwycił moje ramiona i pochylił się, by spojrzeć mi prosto w oczy.- Ja w ciebie wierzę Lea, może jestem jedynym, naiwnym chłopakiem na tej ziemi, ale wiem, że jesteś silna i mądra.
"Jedynym chłopakiem", powtórzyłam sobie w myślach. Co z Josephem? Czy on nadal znaczy dla mnie tak dużo?
-Jestem fajna- odparłam bez większego entuzjazmu.
-Oczywiście! Jestem przekonany, że dasz radę. Widzę to w twoich oczach i pamiętaj, że zawsze będę po twojej stronie, możesz na mnie polegać.
-Chciałabym mieć więcej takich ludzi.
-Będziesz miała- uśmiechnął się.- Jestem tego pewien.
-Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry?
-Gdy chciałem założyć te całe stowarzyszenie, miałem tylko jedną osobę do pomocy, która już niestety odeszła. Wiem, że ty też coś osiągniesz i zdaje mi się, że znacznie więcej niż ja, dlatego masz już mnie w swojej drużynie.
Zacisnęłam powieki, kiedy Aaron wychodził. Jego słowa były ukojeniem, ciepłą poduszką, otulająca moje czerwone od bólu serce. Musi być dobrze, pomyślałam.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego