• Wpisów: 139
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 14 922 / 1999 dni
 
wiewiorka.susel
 
W kuchni było pusto, wszyscy wyszli na świeże powietrze, kiedy ja dopiero wstałam z łóżka. Otworzyłam lodówkę, która o dziwo była dobrze zaopatrzona. Wyciągnęłam mleko i płatki śniadaniowe i pomieszałam razem w misce. Usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pomieszczenia i zatrzymuje się nagle. Odwróciłam się, spojrzałam na podkrążone oczy Ruby.
-Źle spałaś?- zapytałam ochrypłym głosem. Odchrząknęłam kilka razy i usiadłam przy stole, kiedy przyjaciółka z zamkniętymi oczami błądziła po kuchni.
-Nie- odpowiedziała, wgapiając się w kubek z kawą.- Przyśnił mi się Nick.
O mało co nie wyplułam płatków z powrotem do miski. Przełknęłam je szybko i zakaszlałam.
-Co dokładnie?
Wzruszyła ramionami, jakby nie chciała o tym rozmawiać. Ruby była do niego przywiązana, zakochała się w nim, ale moim zdaniem ten chłopak jest po prostu zwykłym dupkiem, który się nią zabawia.
-Miałaś wizję?- jej głos był cichy i szorstki. Nie umiałam jej powiedzieć prawdy, lecz wiedziałam, że długo nie zdołam ukrywać wizyty u starszej pani i naszego nowego zakładu.
-Nie chcę o tym mówić- odparłam i wstałam z krzesła. Zostawiłam miskę z płatkami na stole i wyszłam pospiesznie z kuchni, by jak najszybciej pozbyć się wyrzutów sumienia i zapomnieć o smutnej minie przyjaciółki.
Nie miałam ochoty opuszczać drewnianego domku, którego zapach mnie uspokajał. Szłam przed siebie, aż natrafiłam na ciemne drzwi, rozejrzałam się w około, ale nikogo nie było w pobliżu. Nacisnęłam klamkę i nabrałam powietrza do płuc. Już z daleka wyczuwałam zapach starych książek, pokrytych kurzem i pajęczynami. Weszłam do biblioteczki. Jedynie, przez padające mi nad głową, promienie słoneczne zobaczyłam kilka półek grubych ksiąg. Nie było ani jednego okna, dlatego w pomieszczeniu panowała ciemność. Zaczęłam szukać włącznika do lampy, ale na nic takiego nie natrafiłam.
-Nie ma tam światła- usłyszałam głos za mną. Zamknęłam pospiesznie drzwi i odwróciłam się z pokornym uśmieszkiem.
-Tak, zauważyłam- burknęłam.- Macie może latarkę?
Chłopak przede mną wzruszyła ramionami. Przeczesał ręką swoje blond włosy i zilustrował mnie wzrokiem.
-Nie wolno tam wchodzić- mruknął, jakby uważał się za lepszego.- Aaron cię nie nauczył? To zamknięta część domku dla nas, a dla ciebie szczególnie.
Poczułam ucisk w żołądku. Wiedziałam, że ludzie mnie nie lubią, ale blondyn miał mnie serdecznie dość.
-Co ze mną nie tak?- zapytałam.
Blondyn nie odpowiedział, podciągnął rękawy bluzy i wyszedł na zewnątrz. Zacisnęłam pięści i weszłam do kuchni. Gdy mieszkałam z rodzicami zawsze chowaliśmy świeczki w szafce przy lodówce. Miałam nadzieję, że Aaron i jego znajomi też tak robią, bo jeśli nie, będę musiała przeszukać cały domek.
Ruby jadła przy stole moje płatki i oglądała gazetę. Nie czytała jej, tylko oglądała obrazki, jak to zawsze robiła w szkole. Otworzyłam pierwszą szufladę, w której znalazłam tylko kilka zapałek.
-A ty co się tak do siebie szczerzysz?- spytała przyjaciółka, odkładając czasopismo. Wstała i oparła się łokciem o blat.- Chcesz podpalić las i zrobić im wszystkim na złość? Och nie, oczywiście, że nie, nie robiłabyś tego!
Uniosłam ze zdziwieniem brwi.
-Nie...- odpowiedziałam z zastanowieniem.- Ale dzięki, że odpowiadasz sobie sama na pytania. Szukam świeczek.
-Po co ci świeczki, słońce i lampy ci nie wystarczą?
-Tak gdzie idę, nie ma słońca i lampy- powiedziałam z przekąsem i znów zajrzałam na inną półkę.- Wiesz gdzie one są?
-Ta, w komodzie przy wyjściu- pokazała palcem na salon.- Kto normalny chowa świeczki w kuchni?
To nie było pytanie do mnie, Ruby często pytała samą siebie, myślę, że to pomagało jej zrozumieć świat lub cokolwiek innego. Pobiegłam do salonu i pociągnęłam za uchwyt do szuflady. Mała świeczka leżała na dnie komody. Chwyciłam ją i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Idziesz?- zapytałam przyjaciółkę.
-Jasne!- krzyknęła.- Byle jak najdalej od rzeczywistości.
Przytaknęłam. Zanim otworzyłam drzwi do tajemniczego pomieszczenia, pomyślałam o wszystkich tych, którzy teraz mnie i Ruby szukają. O moich i jej rodzicach, o rodzeństwie i znajomych, o Alice, która teraz żyje swoim życiem, o Agnes, której nigdy nie poznałam, ale od roku pisałam z nią listy i o Josephie, który pewnie już zapomniał, kim jestem.
Zapaliłam świeczkę i weszłam z Ruby do środka.
Na moich gołych ramionach pojawiła gęsią skórkę, zamknęłam oczy i westchnęłam. Płuca zapełniły się stęchłym powietrzem. Wiedziałam co zobaczę, gdy otworzę oczy, a raczej czego nie zobaczę.
Czarny pokój jak zawsze przerażał mnie z taką samą mocą co zawsze. Otrząsnęłam się i nie czekałam na jakikolwiek znak, po prostu stanęłam przed ścianą, której jeszcze nigdy nie byłam. Trzecie przejście już z daleka pachniało powietrzem i deszczem. Przeszłam przez nie, nabierając powietrza do płuc.
Oślepiło mnie nagłe światło. Całe niebo było pokryte deszczowymi chmurami, które nie zachęcały do pójścia na popołudniowy spacer. Nie miałam wyjścia - ściana za mną zniknęła.
Zrobiłam krok i poczułam pierwszą kroplę, a raczej okruszek błyszczącego materiału. Spojrzałam w górę, z której spadały kawałeczki lustra. Robiły się coraz większe, więc natychmiast musiałam zaleźć schronienie. Rozejrzałam się, a kilka metrów przede mną chłopak z metalową parasolką. Uśmiechał się serdecznie, a ja nie traciłam ani chwili dłużej. Podbiegłam do niego i schowałam głowę przed ostrym deszczem luster.
-Skaleczyłaś się- usłyszałam głos chłopaka. Był wyższy ode mnie o głowę, a na jego włosach lśniły kawałeczki szkła, które musiały spaść przed otworzeniem parasoli. Miał atletyczną budowę ciała i był bardzo przystojny w stylowym fraku, więc strach przed zginięciem w deszczu luster nie przerażał mnie tak bardzo jak powinien.
-Gdzie?- spytałam głupio, a potem dopiero popatrzyłam na ręce, w których znajdowały się kawałki szkła.- Au...
-Boli?
-Nie- odpowiedziałam, choć samo patrzenie na ręce bolało.- Ostatnio, jak tutaj byłam, też padał taki deszcz, u was to norma?
Chłopak zaśmiał się i podał mi dłoń.
-Jestem Sam- powiedział, uścisnęłam jego rękę i przedstawiłam się.- Może się przejdziemy?
-Tak, aktualnie nie mam nic lepszego do roboty.
Deszcze przestał padać, gdy weszliśmy do parku, w którym nie było ani ławek, ani drzew. Znajdował się tutaj mały staw oraz droga wiodąca wokół niego. Kiedy przyjrzałam się wodzie, nie znalazłam w niej żadnej ryby, ale moje odbicie było dokładne i widoczne tak, że mogłam się bez problemy przejrzeć w jak lustrze.
-Mnie tutaj nie ma- szepnął Sam, pokazując palem na staw. Chłopak był małomówny, jednak każde jego słowo było jak skarb.
-Dlaczego?- spytałam i spojrzałam na wodę, w której odbijała się tylko moja twarz.- Ten świat jest dziwny, nie powinieneś się na nim wzorować.
-Nie, ja po prostu zawsze jestem sam, niewidoczny, jakbym nie istniał. Właśnie dlatego jestem Sam.
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na chłopaka.
-Sam, bo gdybyś odbijał się w lustrze byłoby już was dwoje?
Przytaknął i odciągnął mnie od stawu. Jego wzrok był nieobecny, co chwilę przekładał parasolkę z ręki do ręki.
-Ja cię widzę- powiedziałam do chłopaka.
-Nie jesteś stąd, ale cieszę się, że mogłem cię spotkać- jego twarz znów się rozjaśniła.- W waszym świecie nikt nie jest sam, ma zawsze kogoś blisko siebie.
-Swoje odbicie?
-To one pokazuje mu swoje niedoskonałości- odpowiedział, nie patrząc na mnie.- Ale tylko te na zewnątrz. Inna osoba potrafi wskazać ci te w środku.
-Gdy mamy kogoś przy sobie, umiemy poznać siebie od środka...
-Bo od zewnątrz już się znamy- dokończył Sam.- Do zobaczenia.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego