• Wpisów: 139
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 15 704 / 2178 dni
 
wiewiorka.susel
 
Oddychałam powoli i wciągałam do płuc powietrze, zapełnione dymem se spalonego drzewa, książek, mebli i ubrań. Otarłam łzy, patrząc na dogasający ogień. Siedziałam obok Lei, która próbowała uspokoić się po koszmarnym przeżyciu. Ledwo zdążyłyśmy uciec z biblioteki pełnej ognia i dymu. Przyjaciółka miała odlot, upadła i zapaloną świeczką wszystko podpaliła. Oczywiście nikt nas nie oskarżał, jednak widać było w oczach ludzi przygnębienie i złość. Nie dziwiłam się im, a Lea nie pytała co się stało później. Obudziła się pod drzewem, nic nie pamiętając. Aaron opiekował się nami, a reszta jego kolegów wyciągała rzeczy, które przetrwały z czarnej ruiny.
-To przeze mnie.- Powtarzała ciąż Lea, obarczając siebie za wypadek, który spowodował masakryczny skutek i ogromne zniszczenia.
-Przestań, nikt nie wini cię za niespodziewane odloty.
-Ale za zniszczenia jakich potem dokonuję- mruknęła, mrużąc oczy przed słońcem.- Myślisz, że musimy iść dalej?
Spojrzałam na nią i przetarłam mokre oczy. Jej twarz była jasna w promieniach słońca. Oliwkowa cera idealnie pasowała do brązowych oczu, które były duże i szczere. Przeczesała ręką swoje włosy, które raz kręciły się w różne strony, a raz były proste jak makaron do spaghetti.
-Musimy.
-Jesteś pewna?
-Jestem naszym przewodnikiem, choć w głowie nie mam GPS'u, ale mam troszkę rozumu. Spadamy jak najszybciej.
Podniosła się, nie spuszczała wzroku z domku. Wiedziałam, że dziewczyna miała zamiar przeszukać spaloną biblioteczkę i nie uda mi się jej zatrzymać w żaden sposób, nawet siłą.
-Najpierw znajdziemy to, przed czym nas ostrzegali.
-Igrasz z ogniem, i to dosłownie- powiedziałam, podparłam się drzewa, aby wstać i pójść za nią. Ludzie patrzyli na nas jak na wariatki, a ja nie mogłam się z nimi nie zgodzić. Deptałyśmy po spalonej trawię. Im byłyśmy bliżej domku, tym zapach stawał się intensywniejszy i gorszy do zniesienia. Przyłożyłam sobie rękaw swetra do ust i nosa, by nie zaczadzić się, jednak Lei to nie przeszkadzało. Weszła odważnie do spalonej biblioteczki i zaczęła przeglądać porozrzucane książki. Ja także szukałam, ale dokładnie nie wiedziałam czego.
-Co mogli tutaj ukrywać?- spytałam, otwierając pierwszą księgę na przypadkowej stronie.- Może jakieś porno? Przecież mieszkają tutaj sami faceci.
Przyjaciółka parsknęła śmiechem, choć wcale nie było nam wesoło. Samo patrzenie na szkody bolało.
-Wiesz czego szukać?- usłyszałam jej głos, który był zachrypnięty i bez żadnej emocji.
-Nie mam pojęcia- mruknęłam.- Nawet nie wiem, po co tutaj jesteśmy. To jest jak jakaś gra, jesteśmy w jakiejś planszówce, którą robiłyśmy w pierwszej klasie. Na każdym kroku czeka nas zadanie, jeśli zrobimy zły ruch, musimy cofać się o kilka oczek w tył.
-Na jakim teraz jesteśmy etapie?
-Stoimy w miejscu, bo straciłyśmy turę. Czekamy na ruch przeciwnika- powiedziałam, czytając kilka linijek następnej książki.
-Kto jest naszym przeciwnikiem?- zapytała z zaciekawieniem.
-Czas.
Lea znów zatopiła wzrok w linijkach czarnego tekstu. Spojrzałam na półkę, na której leżały najbardziej poniszczone księgi. Przeczytałam ich tytuły, jednak nic mi one nie mówiły. Wzięłam pierwszą z brzegi i poczułam nagły przypływ energii. Ogarną mnie spokój i poczucie winy zniknęło. Otworzyłam pierwszą stronę i zaczęłam chłonąć słowa, które nie były napisane w naszym języku.
-Lea- szepnęłam, bo ledwo zdołałam wymówić choć słowo. Przyjaciółka spojrzała mi przez ramię i zamarła.
-Co to jest?- spytała, ale ja nadal nie mogłam odwrócić wzroku. Czytała, choć nie znałam żadnego słowa z tej książki.- Ruby!
Dziewczyna wyszarpnęła mi lekturę z ręki i z trzaskę ją zamknęła. W głowie miałam masę rozsypanych słów i liter, jednak nie umiałam złożyć ich w całość.
-To tego szukałyśmy!- zawołałam do niej i wyciągnęłam dłoń, by oddała mi księgę.
-Co tam jest napisane? Nawet nie umiesz tego przeczytać!- warknęła i spojrzała na książkę z odrazą.- Co tam jest?
Wzruszyłam ramionami, nie miałam pojęcia jak ująć w słowa to, co właśnie przeczytałam. Nie mogłam tego opisać, ale wiedziałam, że treść jest bardzo ważna.
-Potrzebujemy informacji, a ta księga je ma!- powiedziałam gestykulując.- Nie umiem tego wyjaśnić, ale rozumiem te słowa. Musisz mi zaufać.
-Ruby, ja ci ufam- szepnęła i oddała mi książkę.- To chyba na tyle, wyruszamy.
Mina Lei nie była za ciekawa, ale wiedziałam, że odetchnęła z ulgą. Trzymałam kurczowo lekturę, oprawioną w skórę, która śmierdziała spalenizną i wędzonką.
Kiedy wyszłyśmy z czarnej ruiny Aaron podbiegł do nas i popatrzył z troską na Leę. Od razu wiedziałam, że coś między nimi jest, dlatego wolałam się nie odzywać.
-Wszystko w porządku?- zapytał.- Po co byłyście w środku? Dom mógł się zawalić, a wtedy...
Uniosłam brwi.
-Poszłyśmy do biblioteki po to- Lea wskazała na księgę, którą trzymałam w rękach.
-Nie wolno tam wchodzić i brać rzeczy, które nie należą do was.
Chłopak zabrał mi książkę i przycisnął kurczowo do klatki piersiowej. Zachowywał się dziwnie, jakby w ich bibliotece naprawdę ukrywali porno, a ta lektura była jego źródłem.
-Oddaj ją- syknęłam przez zęby i wyciągnęłam rękę.- Jest nam potrzebna, nie znalazłbyś jej, gdyby nie my.
-Aaron, ona potrafi ją przeczytać, jest potrzebna...
Przywódca nie był zadowolony ze słów Lei, ale w jego głosie nie było słychać gniewu. Głośno odetchnął i zawołał palcem dwóch swoich przyjaciół. Od razu ich poznałam. Umięśnieni chłopcy, ubrani na czarno, związali nas w lesie i przynieśli tutaj.
Przełknęłam ślinę.
-Pomożemy naszym paniom w dojściu na Zagięte Pięści, znacie drogę?
Umięśnione emo kiwnęło głowami i zaczęli pakować się na podróż. Choć nie ocalili wiele rzeczy, to ich plecaki były napakowane po same brzegi. Aaron oddał mi księgę razem z dwiema torbami na ramię. Spakowałam cenną lekturę i przewiesiłam sobie ją przez ramię.
-Zatrzymamy się w mieście, dojdziemy tam wieczorem- mówił Aaron.- Jutro kupimy ubrania i jedzenie, możemy ruszać.
Nie ociągaliśmy się. Reszta przyjaciół Aarona rozeszła się po lesie w poszukiwaniu nowego domu. Wzięłam ostatni oddech wypełniony spalenizną i ruszyłam przed siebie, tuż obok Lei.
-Tęsknisz?- spytałam.
Kiwnęła głową, a po jej policzkach poleciały łzy. Popatrzyłam w górę na niebieskie niebo, które próbowało przedrzeć się przez zielone liście drzew. Próbowałam nie wypuścić z oczu ani jednej łzy.
-Oni też- odezwałam się.- Przeżywają to bardziej niż my. Nie ma powrotu.
-Wiem... to najbardziej boli- szepnęła.- Co będzie potem? Jak wrócimy?
Wzruszyłam ramionami i otarłam łzy. Spróbowałam się roześmiać, by rozweselić Leę.
-Kupimy wielki tort, zrobimy imprezę, na którą wszystkich zaprosimy, nawet Josepha i Nicka. Będzie zabawa, a potem wrócimy do szarej rzeczywistości z wspaniałymi wspomnieniami.
-Chyba nie chcę wracać.
Zacisnęłam usta, bo także chciałam to powiedzieć, ale pustka była okropniejszym uczuciem, niż powrót do normalnego życia. Po głowie chodziło mi jedno pytanie z księgi: *Czy możemy powiedzieć, że uda nam się to ocalić?*
tumblr_n4m0daVIxe1r4kb9co1_500.jpg


______________________________________________
itranquillity.tumblr.com/

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego