• Wpisów: 139
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 15 329 / 2087 dni
 
wiewiorka.susel
 
Słońce chowało się ospale za ciemne góry, które pływały w białej mgle. Stąpałam po suchym piasku, obok mnie dzielnie maszerowała Ruby. Patrzyłam na nią, mrużąc przy tym oczy. Jej twarz była czysta i piękna. Kiedy spojrzała na mnie swoimi błękitnymi oczami i uśmiechnęła się, jednym ze swoich niesamowitych uśmiechów, od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Tylko ona mogła złagodzić mój ból i wyglądać przy tym szczerze i serdecznie. Aaron szedł przed nami z jednym ze swoich kolegów o niewymiarowych barkach. Drugi był za nami, nucąc po nosem metalowe kawałki, a co chwilę wymachiwał rękami, jakby grał na bębnach lub odgrywał solówki na gitarze.
-Za chwilę będzie ciemno- przerwałam głuchą ciszę. Gołym okiem można było zobaczyć napiętą atmosferę. Ruby nie miała zamiaru się odzywać, rzadko wypowiadała swoje zdanie przy ludziach.
-Już mało zostało, zaraz będziemy na miejscu- odpowiedział Aaron.
-Mówiłeś tak dwie godziny temu- mruknęłam po nosem i spojrzałam w górę, na czyste niebo. Z jednej strony słońce malowało je na pomarańcz i róż.
-Lea, ja was tylko prowadzę, więc przestań się skarżyć- burknął pod nosem.- Pomagam wam, jasne?
Ruby przełknęła ślinę trochę za głośno, bo nawet ja to słyszałam.
-Jasne- warknęłam, choć ledwo powstrzymywałam się od krzyku.
Kilka minut później weszliśmy do miasta, a raczej wsi. Drogi były wysypane żwirem, a ludzie chowali swoje kury przed nocą. Nawet nie zwrócili na nas uwagi, co bardzo mnie cieszyło, bo nie chciałabym znaleźć się w rękach policji. Ja i Ruby jesteśmy teraz poszukiwane przez masę osób.
-To tuż za rogiem- odezwał się chłopak za nami, przerywając solówkę na elektrycznej gitarze.- Nie zwracajcie uwagi na Aarona, on ma czasem takie humorki.
-Jak baba- stwierdziła Ruby i zaśmiała się pod nosem.
-Przedtem taki nie był- powiedziałam.
-Może ma te dni?
-Aaron ma wiele na głowie, a wy nie odjęłyście mu problemów.- Chłopak uśmiechnął się smutno do nas.- Będzie dobrze, nie ma co się załamywać, wy macie pewnie o wiele więcej do zrobienia niż on.
Wzruszyłam ramionami i odwzajemniłam uśmiech.
-Zwiałyśmy z internatu, wszyscy nas szukają, ja co chwilę mam super wizję i szukamy lustra z mega niebezpieczną przepowiednią- podsumowałam.- Nie no, nie ma co narzekać, jest całkiem przyjemnie.
-Taa, mi się podoba- przytaknęła przyjaciółka.
Nagle Aaron i osiłek obok niego stanęli przed wielką chatą. Nad wejściem wisiał szyld z napisem: "Bezkres niespodzianek". Uniosłam brwi ze zdziwieniem i poczułam, jak Ruby dźga mnie łokciem w żebra.
-No co?- spytałam.
-Przepowiednia- powiedziałam, wgapiając się w drewniany szyld, który skrzypiał przy każdym podmuchu wiatru.- ... dwie smutne twarze, druga zniknie w bezkresie.
Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, a do uszu przestały docierać jakiekolwiek odgłosy. W gardle urosła mi ogromna gula, choć próbowałam krzyczeć i wołać o pomoc. Dziwny szum w głowie ustal, gdy poczułam, jak Aaron wnosi mnie do środka karczmy. Próbowałam stanąć na nogi, ale prawie ich nie czułam. Kiedy usadowili mnie na jednym ze stołów i oblali wodą, ocknęłam się z transu.
-Miałaś odlot?- głos Ruby dobiegł do moich uszu jako pierwszy. Otworzyłam szeroko oczy, jednak lampa nade mną oślepiła je ostrym blaskiem.
-Nie.. nie- mój głos brzmiał, jakbym miała w gardle piasek. Odchrząknęłam kilka razy, a potem chwyciłam rękę Aarona. Pomógł mi usiąść i napić się wody.- Nienawidzę tego.
Postawiłam pustą szklankę i rozejrzałam się wokoło. W samym centrum pomieszczenia stał bar, za którym znajdował się potężny, starszy mężczyzna z wytatuowanymi ramionami. Miał gruby i donośny głos. Za nim piekła się cała świnia w ogromnym palenisku. Dym i zapach pieczonego mięsa oraz palonego drzewa z lasu ogarnął całą karczmę. Piwo lało się tutaj strumieniami, a przyjemna melodia, dochodząca z ust pięknej dziewczyny z lutną uspakajała mnie i wprawiała w odpowiedni nastrój.
-Zostajemy tutaj?
-Na noc, potem wyruszamy- mruknął do mnie Aaron.- Znam tutaj każdego, więc możecie czuć się bezpiecznie, nic wam tutaj nie grozi.
Spojrzałam na Ruby z lękiem w oczach. Chłopak nie miał racji, a my o tym wiedziałyśmy, to ja zniknę dzisiejszej nocy. Wstałam ze stołu, mało co nie wywracając się na dwóch osiłków. Uspokoiłam ich gestem, by nie próbowali mnie ratować i podeszłam do baru. Stał tam Aaron i rozmawiał z łysym barmanem, kiedy zbliżałam się do nich, ich głosy ucichły.
-Co jest?- zapytałam chłopaka. Mężczyzna za ladą uśmiechnął się do mnie ze współczuciem i oparł rękami o blat.
-Szukacie lustra, prawda?- szepnął, a jego oddech był cierpki i gorzki, niczym stare wino.- Słyszałem przepowiednię, to szaleństwo, że w ogóle tutaj przyszłaś. Na twoim miejscu uciekałbym jak najdalej stąd.
-Nie da się uciekać przed nieuniknionym- powiedziałam, patrząc mu prosto w twarz.- Przepowiednia musi być spełniona, a strach i inne emocje związane z naszą ludzką bojaźnią powinniśmy schować dzisiaj do kieszeni.
-Jesteś odważna... Często masz wizję?
-Skąd wiesz o wizjach?- zapytałam z lękiem w głosie, choć nie chciałam okazywać strachu. Ludzie wiedzieli o mnie więcej, niż ja sama o sobie. Właśnie takie jest społeczeństwo, plotkuje, gada, wyśmiewa się i gnębi.
-Może przestaniesz podrywać moją przyjaciółkę, Henry?- przerwał nam Aaron, wgapiając się w oczy barmana z wściekłością i gniewem.
-Będę miał na ciebie oko, mała- szepnął, odwracając się od chłopaka.- Na twoją przyjaciółkę także.
-Lea, możemy pogadać?- warknął Aaron i chwycił mój nadgarstek. Jego ręka była silna, a uchwyt mocny, więc nie mogłam mu się wyrwać. Wyprowadził mnie z karczmy na ciemną drogę. Tylko świecący szyld pozwalał mi przyjrzeć się twarzy Aarona. Chłopak nie był zadowolony z mojej rozmowy z barmanem. Był poddenerwowany i zły, że w ogóle z nim gadałam.
-Nie rozumiem- zaczęłam.- Po co tu jestem? Czego ode mnie oczekujesz?
Zmieszał się i przycisnął dwa palce do skroni, rozmasowując ją powoli.
-Niańczysz mnie jak dziecko, a przez cały dzień nawet nie próbowałeś na mnie spojrzeć, ja przepraszam za spalenie twojego domu... Naprawdę to nie ode mnie zależy, kiedy mam te idiotyczne wizje. Po prostu nie rozumiem o co chodzi....
-Lea, daj mi w ogóle zacząć mówić, to może ułatwię sprawę!- powiedział z przejęciem. Złapał mnie za ramiona i spojrzał mi w oczy.- Musisz wszystko tak bardzo utrudniać?
-Ja...
Aaron przerwał mi, całując mnie powoli i spokojnie, jakby chciał się nacieszyć tymi kilkoma sekundami. Byłam oszołomiona, jak delikatnie jego wargi muskają moje usta. Odchyliłam się i wpatrywałam w jego zielone oczy. Malowała się w nich niepewność i obawa przed odrzuceniem.
-Dlaczego?
-Zawsze możesz na mnie liczyć, Lea. Chcę, żebyś wiedziała, że bardzo cię lubię i nigdy nie miałem takiej przyjaciółki jak ty. Spodobało mi się, kiedy mówiłaś tak spokojnie o swoich uczuciach i lękach. Otworzyłaś się przede mną, bez obawy, że mógłbym wykorzystać to wszystko przeciwko tobie, tak jak inni ludzie.
-Zaufałam tobie, tak jak ty mnie- odpowiedziałam i wtopiłam wzrok w ziemię. Nadal nie docierało do mnie to, co właśnie zrobiłam, a raczej on zrobił i powiedział.- Jutro już tutaj mnie nie będzie.
-Tak... Słyszałem przepowiednię- mruknął.- Nie chcę cię stracić, ale to co mówiłaś Henriemu, to prawda. Nie uciekniemy przed nieuniknionym.
Pokiwałam głową.
-Cokolwiek by się stało, pamiętaj o mnie, bo ja nigdy nie zapomnę to tobie- powiedział i dotknął ręką mojej twarzy. Pocałował mnie. Tym razem był to pocałunek pełen tęsknoty i żalu. Nienawidzę pożegnań, a to właśnie było jedno ze sposobów, by powiedzieć "żegnaj".

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego